Nowelizacja ustawy hazardowej a zasady właściwej legislacji

Wydłużający się okres zawieszenia prac w Sejmie nad nowelizacją ustawy hazardowej jest podobno spowodowany trudnościami z notyfikacją projektu w Komisji Europejskiej. Jak jest naprawdę?

HAZARD

Na temat projektu nowelizacji ustawy opracowanego przez urzędników ministerstwa finansów na łamach wielu pism zaprezentowano różne, w większości krytyczne opinie. Wielu ekspertów nie ma dobrego zdania o przesłanym do Sejmu przez rząd dokumencie. Przypomnijmy, że powstał on za czasów poprzedniego ministra, a proces jego rozpatrywania w komisji sejmowej nie był poprzedzony prezentacją publiczną stanowisk i ocen zainteresowanych stron i podmiotów. Znane są również opinie, że prace nad ustawą nowelizującą prawo hazardowe nie odpowiadają zasadom poprawnej legislacji. W mediach prezentowane są krytyczne oceny dotyczące poszczególnych zapisów oraz sposobu procedowania nowelizacji ustawy o grach hazardowych. Wydaje się, że szereg z nich wynika z faktu, że eksperci rynku hazardowego dostrzegają wiele podobieństw obecnego stylu pracy i sposobu procedowania ustawy z tym, który miał miejsce za rządów Donalda Tuska.

 Kolejnym źródłem rodzących się wątpliwości jest przyjęcie przez autorów projektowanych zmian założenia, że oczekiwane korzyści społeczne i ekonomiczne może dać nowelizacja złej ustawy a nie stworzenie nowej. Dostrzegana przez wielu ekspertów jest także rozbieżność między deklarowanymi a rzeczywistymi celami nowelizacji. Te pierwsze to eksponowana przez ministerstwo chęć ochrony obywateli przed ryzykiem wzrostu uzależnień. Zdaniem wielu ekspertów prawdziwym celem nowelizacji może być eksponowane w uzasadnieniu do projektu ustawy oczekiwanie pozyskania znaczących środków do budżetu. Taki cel ma forsowane w projekcie objęcie monopolem państwa gier na automatach. czy liberalizacja niektórych przepisów dotyczących reklamy firm bukmacherskich. Wydaje się, że takie wewnętrzne sprzeczności w celach proponowanej ustawy, nie gwarantują realizacji żadnego z założonych celów. Rodzi natomiast to dla rządzących poważne ryzyko wizerunkowe oraz ekonomiczne.

 

 W dyskusji nad ustawą często podnoszone jest pytanie: dlaczego obecne władze resortu finansów miast podjąć prace nad nowym prawem hazardowym, zdecydowały się na nowelizację złej ustawy. Jest ono o tyle zasadne, że posłowie PiS i innych partii opozycyjnych od 2009 roku mieli bardzo krytyczne zdanie o obowiązującej ustawie hazardowej. Ministerstwo Finansów dysponuje wieloma ekspertyzami wskazującymi, że została ona uchwalona z naruszeniem zasad poprawnej legislacji, przyniosła poważne straty budżetowe i społeczne, spowodowała konieczność tłumaczenia przed organami UE i nie przyniosła ograniczenia szarej strefy. Raporty, sporządzane przez podległe ministerstwu służby celne, organa ścigania i wyroki wielu sądów w sprawach dotyczących przestrzegania przepisów ustawy wydają się uzasadniać podjęcie prac nad nowymi regulacjami dotyczącymi rynku hazardowego. Tymczasem przesłany do Sejmu projekt nowelizacji złej ustawy został podobnie jak w 2009 roku przygotowany w zaciszu ministerialnych gabinetów. Stworzyli go„ najlepsi specjaliści” z Ministerstwa Finansów. Podobnie jak w 2009 roku opracowano go bez konsultacji z instytucjami i podmiotami, które od kilku lat zmagają się ze skutkami złego prawa.

Przygotowany w takim trybie tekst nowelizacji obciążony jest ryzykiem powtórzenia niektórych błędów, które ma regulacja z 2009 roku. Ich eliminacji powinna służyć pogłębiona analiza skutków tamtej ustawy nawiązująca zarówno do ocen jakie powinny wynikać z działalności służb celnych, organów ścigania, sądów karnych i cywilnych, jak i również ocen środowisk, które podjęły się naukowych badań nad uzależnieniami behawioralnymi oraz leczą osoby uzależnione. Dyskusji i prac takich zabrakło. Nie zaproszeni do niej zostali także legalnie działający operatorzy gier. Tym należy tłumaczyć aktywność medialną reprezentujących ich interesy organizacji i firm, próby pozyskiwania wsparcia sportowców, publicystów i niektórych polityków dla krajowych i zagranicznych firm bukmacherskich.

Na marginesie prowadzonych w sejmie prac i towarzyszącej im dyskusji w mediach, zastanawiający jest brak publicznych wypowiedzi osób i placówek badawczych zajmujących się zjawiskiem uzależnień od hazardu. Wiele z nich w oparciu o niemałe środki finansowe, odprowadzane do ministerstwa zdrowia z dopłat do gier prowadzonych przez Totalizator Sportowy Sp. z o.o. prowadziło od 2011 roku badania nad zjawiskiem ryzyka uzależnień od hazardu, organizowały konferencje naukowe, publikowały książki i raporty z badań. Ze środków gromadzonych na Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych korzystały między innymi Instytut Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego (lata 2013-2014), Uniwersytet Ekonomiczny w Kielcach (2012 rok), Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej (lata 2013-2014), Instytut Farmakologii Polskiej Akademii Nauk (lata 2013-2014), Fundacja Centrum Badania Opinii Społecznej (lata 2011-2012), Instytut Psychoprofilaktyki i Psychoterapii Stowarzyszenia Nataneum (lata 2011, 2013-2014), Instytut Psychiatrii i Neurologii (lata 2013-2014). Opinia publiczna, a prawdopodobnie także duża grupa posłów ma małą wiedzę o wynikach finansowanych z tych środków badań. Zasadne stają się pytania: jakie są praktyczne wnioski z badań tych placówek i czy prowadzący je przedstawiciele nauk społecznych i humanistycznych mają coś do powiedzenia w tak ważnej sprawie jak nowelizacja prawa hazardowego? Czy po rozliczeniu przyznanych środków przestały ich obchodzić sprawy społecznej przydatności wyników ich prac? Brak wypowiedzi na temat ewentualnych skutków proponowanych zmian ustawowych przedstawicieli tych dyscyplin naukowych może potwierdzać opinię wielu polityków i publicystów, że często w przeszłości środki wydane na prowadzone badania służyły jedynie finansowemu wsparciu poszczególnych osób i placówek? Prace nad ustawą są właściwym czasem do odpowiedzi na pytanie: na ile przydatne dla społeczeństwa i państwa są badania, konferencje i prace naukowe, finansowane w celu zmniejszania negatywnych skutków hazardu? Brak opinii tych środowisk musi niepokoić w sytuacji, gdy ustawa ma liberalizować hazard on-line.

Podobne uwagi można skierować pod adresem ministra Radziwiłła i nadzorowanego przez resort zdrowia Krajowego Biura do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii. Biuro to odpowiada za racjonalne wydatkowanie środków z Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych. Na stronach tego Biura można przeczytać, że aż pięć programów badawczych tego resortu ma wspierać badania naukowe „dotyczące zjawiska uzależnień od hazardu lub innych uzależnień behawioralnych, a także rozwiązywaniu problemów z tym związanych” .W opiniach do ustawy przedłożonych przez ten resort nie można znaleźć odwołania do ustaleń i wniosków z badań finansowanych od 2011 roku. Daje to argumenty tym krytykom projektu nowelizacji prawa hazardowego, którzy twierdzą, że nie ochrona obywateli przed ryzykiem uzależnień, a cele fiskalne są motywem planowanych zmian ustawowych. Przemawia za tym także aktywność wielu osób i podmiotów sugerujących, że przyjęcie przepisów liberalizujących zasady reklamowania firm oferujących zakłady bukmacherskie uzdrowi sytuację finansową klubów piłkarskich itp. Argumenty finansowych korzyści dla budżetu i niektórych środowisk sportowych dominują w dotychczasowej dyskusji.

Uznając prawo zainteresowanych podmiotów do ich publicznej prezentacji, odnotować należy jako poważne zaniedbanie brak udziału w dyskusji przedstawicieli nauk pedagogicznych, nauczycieli i działaczy oświatowych, którzy w przeszłości wskazywali na narastający problem uzależnień młodzieży od Internetu oraz innych podobnych kanałów dystrybucji gier. Ich milczenie sprzyja temu, że to urzędnicy resortu finansów wzięli na siebie ciężar nowelizacji prawa hazardowego.

Od tych autorów można było oczekiwać propozycji rozwiązań, które przyniosą wymierne korzyści budżetowi państwa. Tymczasem należy zgodzić się z opinią, że jedynie pewnym beneficjentem proponowanej nowelizacji, będzie dostawca urządzeń i oprogramowania do organizowanej przez państwo sieci salonów gier na automatach. Gry te mają być objęte monopolem państwa, które jak dotychczas unikało bezpośredniego angażowania się w ostry hazard. Jednym ze źródeł sukcesów Totalizatora Sportowego realizującego monopol państwa w grach liczbowych i loteriach było unikanie oskarżeń, że spółka oraz budżet czerpie dochody z ostrego, uzależniającego hazardu. Taką działalność utożsamiano dotychczas z firmami prywatnymi, a głównie z tymi, które działały w tzw. szarej strefie. Teraz ma ją prowadzić państwo.

Od kilku lat można było obserwować zabiegi różnych ośrodków aby państwowy monopolista stał się jedną z wielu „firm hazardowych” – niczym nie różniącym się od krajowych i zagranicznych operatorów tego rynku. Negatywne skutki takiego rozwiązania w walce o polski rynek gier wydają się oczywiste. Może to w przyszłości być podstawą do negowania zasadności utrzymywania monopolu państwa na gry itp. Dodatkowo istnieje przekonanie, że doraźny sukces finansowy – jak zawsze - odniosą jedynie rozmaici kooperanci spółki skarbu państwa. Poważne ryzyka związane są z sytuacją podmiotu, który dostanie zadanie zbudowania za setki milionów złotych sieć kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy salonów gier, o czym jest mowa w uzasadnieniu projektu ustawy nowelizacyjnej. Czy nie będzie to cytując klasyka – „MIŚ na miarę naszych potrzeb i oczekiwań”? Mało przekonywujące są argumenty o zyskach jakie może przynieść budżetowi prowadzenie przez „państwo” specyficznego biznesu jakimi są automaty nazywane „jednorękimi bandytami”. O możliwych stratach wizerunkowych nie wspomnę.

Epatowanie posłów przez autorów nowelizacji wirtualnymi przychodami z tych automatów znamy od dawna – Minister Boni referując projekt ustawy w 2009 roku żarliwie zapewniał, że przychody z podatku od gier po wprowadzeniu ustawy o grach hazardowych wzrosną o 500 milionów złotych. W pewnym sensie miał rację: rzeczywiście było 500 milionów - ale strat w przychodach ze sprzedaży.

Projekt nowelizacji ustawy hazardowej mówi o przychodach "z nowelizacji" rzędu 1,5 mld złotych. W rachunku tym niestety nie uwzględniono ryzyka strat jakie może ponieść budżet lub spółka skarbu państwa, w przypadku niepowodzenia ambitnych planów biznesowych. A ryzyko takich strat jest duże. Zakup tysięcy automatów, wynajęcie setek lokali, zatrudnienie licznych pracowników, stworzenie systemu informatycznego nadzorującego sieć salonów, bieżący serwis, to gigantyczne koszty. Szacowane są one przez niektórych ekspertów rynku hazardowego na 5 miliardów złotych.

Posłowie oceniając tak ryzykowny projekt, winni sięgnąć do wyników finansowych realizowanego od 2008 roku przez państwowego monopolistę projektu związanego z totalizatorami opartymi o wyścigi konne na Służewcu. Wówczas także deklarowano, że setki milionów złotych będą wpływały do spółki i budżetu po zaangażowaniu finansowym Totalizatora w biznes bukmacherski. Tymczasem materiały pokontrolne NIK z ostatnich lat wskazują, że straty jakie dotychczas poniesiono liczone są w dziesiątkach milionów złotych.

 Podobne ryzyko generowania strat ma lansowany projekt organizacji gier na automatach przez monopol państwa. Spodziewać się możemy że w wariancie optymistycznym po kilku latach działania takiego „modelu biznesowego” uda się wypracować przychody pokrywające zaledwie koszty bieżące. Jako otwarte należy postawić pytanie czy i kiedy miliardowe koszty takiej inwestycji się zwrócą? Inne wymagające odpowiedzi pytanie, to jaki będzie miało wpływ zaangażowanie się państwa w gry na automatach i gry internetowe na dochody z prowadzonych obecnie z dużym powodzeniem gier liczbowych i loterii pieniężnych, które obecnie dostarczają setek milionów złotych rocznie z tytułu podatku od gier, dywidendy, dopłat do stawek przeznaczanych na sport, kulturę? Czy nie nastąpi niekorzystne dla budżetu ograniczenie dochodów z tych gier?

Tak więc uznając potrzebę stworzenia nowoczesnego prawa hazardowego, należałoby zastanowić się czy właściwą drogą do tego celu jest nowelizacja złej ustawy? Wiele argumentów podnoszonych w trwającej od kilku miesięcy dyskusji uzasadnia opinię, że potrzebne jest ponowne przemyślenie wielu proponowanych rozwiązań, dokonanie analizy ich skutków społecznych i ekonomicznych oraz ryzyk jakie one rodzą. Prowadzona wymiana opinii z UE daje taką szansę.

Autor: Daniel Mieniewski

Komentarze


  • Gość Kolektor | 02-24-2017 12:57

    Ostatnie publikacje w Rzepie wskazują na aktualność tego artykułu

  • Gość Ciekawski ze stolicy | 01-23-2017 09:30

    A miało być lepiej i rozsądniej podczas tworzenia prawa

  • Gość Gość Obserwator | 01-12-2017 22:20

    Apel autora o ponowne przemyślenie proponowanej ustawy mogli zrozumieć tylko posłowie rozsądni , a nie automaty do głosowania.

  • Gość Gość z Warszawy | 12-29-2016 21:03

    Autor miał rację, maszyna do głosowania wygrała z argumentami. Nie pierwszy raz

  • Gość | 12-04-2016 13:26

    Projekt ustawy , którego Kapica by się nie powstydził

  • Gość | 12-03-2016 12:07

    Większość środków z hazardu służy innym celom niż leczenie osób uzaleznionych od gier. Fundusz stał sie kolejnym podatkiem i alibi dla rządzących, że cos robią .Głównie rozdaja pieniadze obywateli.

  • Gość | 12-02-2016 21:57

    Tzw. Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych to jedna wielka ściema.

  • Gość | 12-02-2016 18:41

    Uchwalo w nocy, nawet jak UE będzie miała zastrzeżenia.

  • Gość | 12-02-2016 15:36

    Poparcie posła Rasia z PO dla nowelizacji potwierdza opinię, że nowelizacja jest na rękę tym środowiskom , a nie PiS.

  • Gość | 12-02-2016 14:55

    Ustawa hazardowa z 2009 roku to TRUP. Zasadniczą cechą TRUPA jest, to, że on NIE ŻYJE, a zatem i NIE DZIAŁA... Bo przecież ta ustawa nie żyje i nie działa w całej swojej rozciągłości. Nie działa regulacja zakładów wzajemnych, skoro 90% rynku jest poza krajową kontrolą, nie działają zakazy dotyczące automatów do gier, skoro na ulicach jest ich wszędzie pełno, nie działa zakaz reklamy, skoro osoby publiczne chętnie udzielają się w tym zakresie, nie działają zakazy dotyczące hazardu internetowego, co każdy może sobie sam sprawdzić, grając przez sieć do woli... NIC Z TEJ USTAWY NIE DZIAŁA - bo niby jak, skoro to jest TRUP, który NIE ŻYJE więc NIE DZIAŁA... Ministerstwo Finansów obmyśliło jednak, że ono temu TRUPOWI nałoży nowe ubranko, trochę poprawi makijażyk, włoski przyczesze... Urzędnicy wierzą, że w ten sposób TRUPA OŻYWIĄ. Niestety - zła wiadomość dla nich: NIE OŻYWIĄ. TRUP będzie TRUPEM i dalej pozostanie MARTWY, a tym samym nadal NIE BĘDZIE DZIAŁAŁ... Ustawa jest TRUPEM już prawie 7 lat, w tym czasie, jak każdy TRUP, rozkładała się nieustannie, więc zdążyła już solidnie przegnić. Jeśli teraz, jakimś cudem, takie ścierwo ożywić, to co uzyskamy? Najwyżej ZOMBIE... Będzie wówczas trochę strasznie, a trochę śmiesznie, przy czym nad takim potworkiem nikt nie będzie w stanie zapanować. Ciekawe kogo on zeżre szybciej? Obrotnych przedsiębiorców czy skostniałych urzędników przyspawanych do swoich resortowych foteli...? :)

  • Gość | 12-02-2016 14:45

    potrzeba całościowego podejścia do tej kwestii - zmian w opodatkowaniu i ochrony rynku przed nieuczciwymi firmami. mało kto rozumie specyfikę branży i potem właśnie powstają takie buble

  • Gość | 12-02-2016 13:11

    Autor ma rację, że "wielkim nieobecnym" w dyskusji nad nowelizacją są naukowcy i publicyści, którzy tak za Tuska krzyczeli o uzależnieniach. Dostali szmal i siedzą cicho.

  • Gość | 12-02-2016 12:05

    Ciekawy tekst. Ale czy przekona sejmową maszynę do głosowania? Oni wiedzą lepiej.



Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji oraz w celu usprawnienia funkcjonowania naszych witryn, korzystamy z technologii plików cookies. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były instalowanie na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zamknij X