06.11.2026 16:15

Rynki predykcyjne zarabiają coraz więcej przy okazji wyborów w USA

Platformy takie jak Polymarket i Kalshi zyskały w ostatnich latach ogromną popularność, stając się w oczach wielu osób współczesną wyrocznią i symbolem tak zwanej „mądrości tłumu”. Zwolennicy rynków predykcyjnych przekonują, że weryfikacja opinii za pomocą realnych pieniędzy sprawia, iż wyceny aktywów politycznych szybciej i trafniej reagują na wydarzenia niż tradycyjne sondaże czy relacje mediów. Jednak narastająca liczba spektakularnych pomyłek oraz dynamiczny rozwój tej branży budzą coraz poważniejsze wątpliwości badaczy i analityków.

Udostępnij
Rynki predykcyjne zarabiają coraz więcej przy okazji wyborów w USA
Autor zdjęcia: Kalshi
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Pytanie staje się jednoznaczne: czy rynki predykcyjne rzeczywiście potrafią przewidywać przyszłość, czy stanowią jedynie poligon dla handlu informacjami, niszowej gry na pieniądze i potencjalnych manipulacji? Teraz, gdy tzw. niebieskie tsunami (kolor przypisywany Demokratom) przetacza się przez USA, a oponenci prezydenta Donalda Trumpa uzyskali większość w obu izbach Kongresu, ta kwestia jest szczególna istotna.

Skala tego zjawiska urosła do bezprecedensowych rozmiarów, co doskonale obrazuje sam wolumen transakcji. W okresie poprzedzającym amerykańskie wybory połówkowe w 2022 roku miesięczny obrót na platformach Polymarket i Kalshi wynosił skromne 4 miliony dolarów, a przed wyborami prezydenckimi w 2024 roku przekroczył 90 milionów. Tymczasem jesienią 2026 roku miesięczne obroty na tych giełdach wystrzeliły do astronomicznej kwoty 21 miliardów dolarów. Taki wzrost skłaniał przedstawicieli platform do odważnych deklaracji i nazywania własnych narządzi najdokładniejszym źródłem wiedzy o przyszłości, jakim dysponuje współczesna ludzkość.

W Brazylii wpadka

Praktyka wykazuje jednak, że iluzja nieomylności rynków predykcyjnych często pęka w zderzeniu z rzeczywistością. Przykładem mogą być wybory w Brazylii, gdzie rynki dawały Flavio Bolsonaro aż 80–84% szans na wygraną w dniu głosowania, podczas gdy ostateczne zwycięstwo przypadło Luizowi Inácio Luli da Silvie. Podobnie spektakularną wpadkę zanotowano podczas prawyborów w Wisconsin, w których kandydatka Demokratów Francesca Hong posiadała według wycen aż 95–96% szans na sukces, by ostatecznie przegrać z rywalem różnicą niespełna pół punktu procentowego.

Analizy struktury zysków rzucają wyzwanie samej idei „mądrości kolektywu”. Teoretycznie uśrednienie opinii tysięcy niezależnych uczestników powinno eliminować jednostkowe błędy, lecz w rzeczywistości rynek jest skrajnie zmonopolizowany. Zaledwie 1% najskuteczniejszych kont na Polymarket wygenerowało aż trzy czwarte wszystkich zysków od 2022 roku, a najbogatszy promil graczy zagarnął połowę tej sumy. Jednocześnie aż dwie trzecie wszystkich użytkowników poniosło straty. Wskazuje to, że sukces na rynkach predykcyjnych nie wynika z powszechnej mądrości mas, lecz z działań wąskiej grupy podmiotów dysponujących przewagą informacyjną, dostępem do danych poufnych lub po prostu większą odpornością na ryzyko.

Jakie rozwiązanie jest dobre?

Gwałtowny rozwój tego sektora niesie ze sobą istotne konsekwencje społeczne i regulacyjne. Przekonanie o wyższości kursów bukmacherskich nad sondażami sprawia, że wskaźniki z Polymarketu czy Kalshi zaczynają realnie kształtować nastroje wyborcze i wpływać na decyzje polityczne. Równolegle pojawiają się obawy o narastanie problemów z uzależnieniem od gry na pieniądze oraz kontrowersje wokół moralnej strony zakładów dotyczących konfliktów zbrojnych czy prywatnych tragedii. W efekcie agencje rządowe i regulatorzy w kolejnych krajach zaostrzają nadzór nad platformami, dążąc do ograniczenia ryzyka manipulacji procesami demokratycznymi i ukrócenia niedozwolonych praktyk rynkowych. Rynki predykcyjne z niszowego eksperymentu ekonomicznego przekształciły się w potężny przemysł, którego wpływ na debatę publiczną wymaga dziś chłodnej i krytycznej oceny.

Udostępnij
redakcja

redakcja