Ogolna 7 lipca 2021

Wzrost szarej strefy w Szwecji. Jednym z powodów wprowadzenie nowych regulacji

Badanie przeprowadzone przez szwedzkiego regulatora gier Spelinspektionen wykazało wzrost liczby graczy korzystających z nielicencjonowanych witryn. Przyczyn wzrostu szarej strefy jest kilka, a jedną z nich jest wprowadzenie nowych regulacji. W tym relatywnie niskiego limitu depozytów, czy niewiedzy graczy. Bez wątpienia to kolejne ostrzeżenie także dla Polski, ponieważ pokazuje co może się stać, gdy wprowadzi się nieodpowiednie regulacje. Sprawa jest niezwykle ważna, gdyż wzrost szarej strefy sprawia, że regulator traci kontrolę nad graczem szczególnie narażonym na uzależnienie od hazardu. 

W ostatnich miesiącach na łamach Interplay opisywaliśmy wiele rynków hazardowych, na których dochodziło do zmian prawa. Jednym z najgłośniejszych tematów była m.in. sprawa Wielkiej Brytanii, gdzie rząd tego kraju pół roku temu rozpoczynał długo oczekiwany przegląd ustawy o grach hazardowych. Betting and Gaming Council (BGC) ostrzegało wówczas, że bardziej skrupulatne kontrole licencjonowanych operatorów mogą doprowadzić do tego, że klienci zaczną odwiedzać firmy, które nie posiadają licencji.

Jako organ normalizacyjny dla regulowanej branży, bardzo cieszymy się z przeglądu ustawy hazardowej, ale musimy być czujni. Dane o tym jakie liczby generuje szara strefa są niepokojące. Musimy uważać, by nie wpędzić graczy do gry u nielegalnych operatorów, ponieważ tam nie istnieje żadna kontrola. Regulowana branża gier hazardowych zatrudnia 100 000 osób. Płaci łącznie 3,2 miliarda funtów podatku na rzecz Skarbu Państwa, więc rząd musi być ostrożny, jeśli chodzi o wprowadzanie jakichkolwiek zmian. Niezmiernie ważne jest, by miliony obywateli Wielkiej Brytanii mogło nadal w legalnym i regulowanym miejscu obstawiać bingo, zakłady bukmacherskie, czy wyścigi konne. Musimy chronić ludzi przed czarnym rynkiem, gdzie nie panują żadne zasady –mówił wówczas Michael Dugher, dyrektor generalny BGC.

Sytuacja Szwecji – badanie Spelinspektionen

We wspomnianym badaniu Spelinspektionen wzięło udział 3208 ankietowanych. Z czego 7% z nich stwierdziło, że grało na stronie, która nie miała szwedzkiej licencji na gry. Czy to dużo? Wystarczy powiedzieć, że to wzrost aż o 3% w porównaniu z poprzednią ankietą. Warto jednak zaznaczyć, że błędem pomiarowym może być fakt, że wielu graczy nie ma wiedzy, czy dany operator jest legalny, czy działa w szarej strefie. Występuje więc tutaj efekt braku odpowiedniej edukacji o legalnym hazardzie, który występuje także niestety w naszym kraju. Wiele osób nie ma pojęcia, czy bukmacher jest legalny, co nie może dziwić, jeśli największe portale informacyjne w niektórych artykułach posiłkują się kursami pobranymi ze stron od zagranicznych operatorów.

Wracając do badania na szwedzkim rynku, gracze którzy grali na nielicencjonowanych witrynach, chętniej niż inni przyznawali, że ich aktywność wzrosła podczas pandemii koronawirusa. Spośród 32% osób, które twierdziły, że grają na tych stronach przynajmniej raz na kwartał, 19% stwierdziło, że ich nawyki związane z grami wzrosły w porównaniu do poziomów sprzed pandemii.

Tymczasem 10% graczy przyznało, że grali za dużo w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Co ciekawe ci którzy korzystali z nielicencjonowanych witryn, zgłaszali to częściej. Podczas gdy przytłaczająca większość wszystkich graczy grająca u legalnych operatorów o tym nie mówiła.

Dlaczego Szwedzi zaczęli częściej grać u nielicencjonowanych operatorów?

Bardzo ważny jest tutaj fakt, że nielicencjonowani operatorzy pomimo wielu zakazów nadal skutecznie się reklamują. Aż 47% ankietowanych znalazło strony nielegalnych operatorów za pomocą wyszukiwarek internetowych. A 31% graczy trafiło tam dzięki reklamom i wskazówkom znajomych.

Głównymi powodami gry u nielegalnych operatorów były lepsza oferta (25% ankietowanych), a tym samym większa szansa na wygraną. Poza tym prawie 20% próbowało obejść limit depozytów SEK5000, który stał się bardzo uciążliwym dla graczy. Przypomnijmy, że tego typu limity zostały wprowadzone także w  Niemczech, co z dużą dozą prawdopodobieństwa przyniesie podobny efekt. Potwierdza to choćby badanie przeprowadzone przez grupę konsultingową i badawczą Goldmedia w imieniu Entain oraz Flutter Entertainment. Według tego badania aż 49% niemieckich graczy może zacząć grać u nielicencjonowanych operatorów. Nawet biorąc pod uwagę, że zrobi to połowa z nich, mówimy o bardzo niebezpiecznym trendzie.

Ze szwedzkiego badania wynika również, że najpopularniejszym rodzajem nielicencjonowanego hazardu okazały się loterie, które wybierało 60% tych, którzy grają przynajmniej raz na kwartał. Kolejne były wyścigi konne. Z kolei 20% ankietowanych preferowało gry kasynowe, takie jak automaty, 11% bingo, a 7% poker.

Przykład szwedzki ostrzeżeniem także dla Polski

Można powiedzieć, że przykład szwedzki potwierdza po raz kolejny oświadczenia BGC, który na rynku brytyjskim stara się apelować do ustawodawców o rozważność we wprowadzaniu nowych regulacji. Nadrzędnym celem każdego rządu jest bowiem stworzenie prawa hazardowego, które będzie dostarczało odpowiednią daninę w postaci podatku od gier, a także chroniło graczy przed uzależnieniem od hazardu. Niestety wprowadzanie niektórych regulacji często prowadzi do odwrotnego efektu, co kończy się pośrednim wsparciem szarej strefy. Wówczas ani regulator, ani operatorzy nie mają kontroli nad graczem, a to prowadzi już bezpośrednio do wzrostu liczby uzależnionych osób od hazardu w danym kraju.

Brak wsłuchiwania się w głos branży może bowiem doprowadzić do sytuacji takiej jaka zachodzi obecnie w Szwecji, Niemczech, czy Wielkiej Brytanii. Może cieszyć zatem fakt, że na ostatnim sejmowym posiedzeniu w ramach Zespołu Parlamentarnego ds. Ochrony Konsumentów i Przedsiębiorców, na który jednym z tematów była luka hazardowa i skuteczne metody do walki z szarą strefą, zapowiedziano, że wszelkie zmiany prawa będą konsultowane z szeroko pojętą branżą rozrywkową. W najbliższym czasie ma dojść do kolejnych spotkań, a wszelkie zmiany mają być wprowadzone po dogłębnych konsultacjach. Słusznie, ponieważ działanie pod wpływem chwili i doraźne z powodu pandemii koronawirusa może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych, co pokazują sytuacje z rynków taki jak szwedzki, brytyjski, czy niemiecki.